Odpowiedź do zagadki: przedszkolanka. Zagadka: rymowana. Zagadka dla dzieci w wieku: 3-4 lata. Powyższa zagadka o przedszkolance jest zlokalizowana w następujących kategoriach tematycznych: Zagadki dla dzieci o zawodach ludzi. Powyższa zagadka o przedszkolance znajduje się również w kategorii zagadek rymowanych oraz jest z kategorii
Przedszkolanka to dobry zawód dla lubiących pracę z dziećmi i wyzwania. Wielu o marzy o tym, by cały dzień wspierać edukację i wychowanie maluchów, bawiąc się z nimi. Nauczyciel przedszkola to właśnie osoba, która planuje, organizuje i prowadzi zajęcia dla najmłodszych dzieci (od 3. roku życia), ale nie każdy może taką
Przedszkolanka: Kocham swoją pracę, choć wymaga poświęcenia, a zarabiam 2500 zł na rękę. 04.03.2019. Muszę dostosować swoje metody pracy do każdego wychowanka (Fot. 123 RF) - Z przykrością stwierdzam, że to my, nauczyciele przedszkolni, uczymy dzieci podstawowych umiejętności takich jak mycie rąk, wycieranie nosa, ubieranie
Nauczyciel/przedszkolanka to pracownik najemy, który opiekuje się nimi jedynie w zakresie i czasie określonym przez dyrektora. Jeżeli w czasie pobytu dziecka pod opieką tejże instytucji stanie mu się jakaś krzywda, to skarżysz i stawiasz przed sądem instytucję, nie nauczyciela. Oczywiście o
Przedszkolanka to dokładnie to samo co nauczyciel wychowania przedszkolnego? A może powód do świętego oburzenia? Czy jednak zwyczajnego przewraż
Krótkie nie znaczy złe. W tym przypadku bardziej liczy się szczerość i jakość, a nie ilość. Poniżej znajdziesz przykładowe podziękowanie dla przedszkolanki: Twoje zaangażowanie w nauczanie małych dzieci jest niesamowite. Jako matka rozumiem, jak trudno jest poradzić sobie z małymi dziećmi. Dziękuję i bardzo doceniam Twoje
Tacy chętni nie wiedzą, gdy trudna odpowiedzialność siedzi na ich barkach. To ile zarabia przedszkolanka? Nauczyciel przedszkola powinien dbać nad prawidłowym rozwojem wszystkiego
Translations in context of "Nauczyciel nie może" in Polish-English from Reverso Context: Nauczyciel nie może mówić dłużej niż 15 minut, bo to wy powinniście mówić, oczywiście po wcześniejszym przygotowaniu przez nauczyciela.
Zamieszczone przez avi. nie kłócę się – ale to są informacje od nauczycielki klas I – III . 🙂. to ja dorzuce swoje 3 gr . raczej nie wysyla! siostrzenica teraz bedzie konczyc zerowke, rodzice chca ja poslac do innej szkoly niz rejonowa i pani przedszkolanka sama sie zapytala czy zycza sobie, zeby napisala Paulince opinie, to sobie zazyczyli – dostali do rak wlasnych i zloza w
Odniosę się do powyższego wpisu. Nauczyciel czy przedszkolanka powinno tak samo wyglądać w odniesieniu do szacunku wykonywanego zawodu. Ale patrząc na to z perspektywy 3 osoby to proste rozwiązanie. Ciężko czyta się tekst osoby której praca stwarza problem. Nikt nie broni zmiany pracy.
XSYrNnZ. Jakiś czas temu przeczytałam artykuł o, najpewniej celowo brutalnym tytule „Wyznanie przedszkolanki: Rodzice są jak rozpieszczone bachory i zrzucają wychowanie dzieci na nas”. Żeby było lepiej link do wpisu nazywa się „bo-dziecko-zgubilo-spinke-bo-corka-miala-mokre-majtki-wspolczesni-rodzice-do-reszty-zwariowali”. Wiedziałam, że muszę to przeczytać, więc cel autora został osiągnięty. Miałam jednak nadzieję na debilny tytuł, lead i miałką treść. Co mnie tam zastało? Dwa miesiące czekałam z odpowiedzią na ten tekst. W mojej głowie zrobił ślad, wyrwę. Ku memu przerażeniu udostępniła go masa mam! Zanim zaczniemy analizę, zapoznajcie się proszę z tekstem —> >KLIK< Opowieść zaczyna się od wyliczenia przez panią przedszkolankę swoich 'skillów’: „Potrafię pracować z każdym z nich, bo wbrew pozorom jedyne czego im trzeba to poświecić trochę czasu, uwagi i być wrażliwym na indywidualne potrzeby. Z czasem można wypracować wiele rzeczy i osiągnąć prawdziwe porozumienie i współpracę.” Nie może być, chce się krzyknąć! Umie pani wykonywać swoją pracę. No ekstra! Bardzo się cieszymy. Niestety zdanie później, ta pewność znika. „Niestety, o rodzicach przedszkolaków nie da się powiedzieć tego samego, są jak rozpieszczone bachory.” Tekst jest pisany przez nauczycielkę? Taką, która realnie zajmuje się dziećmi? Pracuje z rodzicami? Ale co tam jedno zdanie. Pani zabawiła się w surfera i popłynęła na fali gniewu i fejmu w Mamadu. „Stwierdziłyśmy ostatnio na spotkaniu koleżanek po fachu. Niektórzy rodzice uważają nas za niekompetentne, przypadkiem znalezione panie, pijące kawę przy biurku, które od czasu do czasu podetrą dzieciakom tyłek i zaproszą do zabawy w „Starego niedźwiedzia”. Inni patrzą ze zdziwieniem i zagubieniem w oczach, bo dla nich ogarnięcie jedynaka jest kosmosem, a co dopiero codzienna praca z kilkudziesięcioosobową grupą kilkulatków. Jeszcze inni mają wszystko w nosie, bo zwyczajnie brak im czasu na tak prozaiczne sprawy jak wychowanie dziecka i poświęcenie mu czasu. Jednak bez względu na to, do której grupy zaliczymy przedszkolnych rodziców, ich cechą wspólną są wielkie wymagania i moc pretensji.” Teraz wstańmy, weźmy się za ręce, i zapłaczmy śpiewając „dziś prawdziwych rodziców już nie ma…” No przynajmniej w opisie pani nauczycielki. Są albo infantylni, zapracowani, olewający lub nieumiejętni. Smutek, wielki smutek. Od razu chce mi się odpowiedzieć, kim dla mnie jest nauczyciel wychowania przedszkolnego, ale zostawmy to na koniec. Teraz moja “ulubiona” część – wyliczanka: 1."Bo dziecko znowu zgubiło spinkę (co za niedobra pani, która pozwoliła dziecku na swobodną zabawę bez dopilnowania misternej fryzury ułożonej przez mamę w domu)." Zrobiłam wywiad wśród mam, czy choć jedna awanturowała się o spinkę. Chętnych brak. Przyznały się zaś, że niosą więcej, jakiś takich hm-oskich, żeby był zapas. Co więcej, razem odkryłyśmy tajemną prawdę ta da da dam… spinki się gubią! Wszędzie. Notorycznie. Żyją w jakimś spinkowym raju (pewnie pod łóżkiem) i uparcie znikają. Nie sądzę, żeby jakakolwiek mama wojowała o spinkę, a jeśli tak to na pewno należy do mniejszości. Inna rzecz, to włosy w jedzeniu, włosy posklejane, włosy wszędzie… Ale to raczej kwestia wypracowania schematu. 2. "Bo na majtkach córka miała dwie mokre kropki nie dopilnowano jej w toalecie (cóż z tego, że zauważono je dwie godziny po wyjściu z przedszkola, na pewno stało się to w przedszkolu i to wina wychowawczyni)" Ta część jest raczej w ogóle nieśmieszna dla większość mam córeczek. Nie wgłębiając się zanadto, każda mama powie, jak wrażliwe są intymne strefy małych dziewczynek. Czasami te „dwie kropelki” to odparzenie na tydzień lub inne stany zapalne, grzybice czy cuda na kiju. W naszym p-kolu była dziewczynka, która miała problem z nerkami. Dla niej 'siusiu’ musiało odbyć się w danej sekundzie, a po każdej kropelce mateczki musiały być zmienione. To nie „przewrażliwienie”! To łzy dziecka, które potem cierpi przez Twoje olewanie obowiązków, pani nauczycielko. Nie dość, że powinnaś pomóc maluchowi (szczególnie w grupie 3-latków) w obsłudze toaletowej, to również uczyć i edukować, szczególnie małe dziewczynki, jak właściwie się podcierać, jak zadbać, żeby tej 'kropelki’ nie było. Sama jesteś kobietą, więc powinnaś wiedzieć! 3. "Synek zaczął mówić brzydkie słowa - gdzie on się tego nauczył, u nas w domu się tak nie mówi (wiadomo - w przedszkolu od pani wychowawczyni).” Gdybym była niemiła, to śmiało bym orzekła, że to Twoje zaniedbanie wychowawcze. Mój syn lat 7 nie przyniósł z przedszkola żadnego brzydkiego słowa. Córka również. Panie umiały tak rozmawiać i prowadzić swoje zajęcia, że dzieci nie przeżyły fascynacji z wulgaryzmów. Albo jeśli ją mały, to najgorszym słowem, jakie słyszałam były „pierdy i dupy” ;). Jakkolwiek by nie było, zastanawiam mnie mocniej Twoja interpretacja. Kiedy rodzic Ci mówi, że jego dziecko nauczyło się w przedszkolu brzydkich słów, Ty myślisz, że oni komunikują Ci, że nauczyło się ich od Ciebie? Tak wynika z Twojego opisu… Bo mi się wydaje, że oni starają się Ci nakreślić problem, żebyś – jako nauczyciel – mogła tę sprawę w grupie przepracować. Proponując np. przeczytanie książki Michała Rusinka „Jak przeklinać? Poradnik dla dzieci„. Nie dość, że mielibyście niezły ubaw, to z 'kur’ dzieci przełączyłyby złość na kreatywność (do książkowych propozycji- „O, oskoma!” albo „Pucho marna!”, czy „Wydzimdzirymdzi”? dołączyłyby szybko wasze własne 'przekleństwa). 4. "Miał być angielski, a syn nie zna jeszcze ani jednego słowa po angielsku (jest 3 września!!!!!!!!). Pani nie powiedziała nam o festynie/ Dniu Matki/ Jasełkach (A plakat w korytarzu? Ogłoszenie na tablicy dla rodziców? Informacja na zebraniu? Strona internetowa? Facebook? Pozostaje chyba tylko zainstalować neony i wysyłać polecone)." Gdyby jedynym punktem życia rodzica było zaprowadzenie jednego dziecka do przedszkola, ten rodzic uczyłby się tablicy i jadłospisu na pamięć. Jako że większość rodziców pracuje, ma więcej niż jedną pociechę i wszystko robi w pędzie, nie zaszkodzi jak z życzliwości przypomni się mu o wyjątkowych okazjach. Można też poddać rodzicom pomysł, który 'wymyślił’ mój mąż – wpada, rozbiera dziecko i… robi zdjęcie telefonem dla tablicy. Potem wysyła mi i tak oto dwoje rodziców ma miesięczny plan zajęć dziecka. 5. “Zostawiam na półce ubrania na zmianę, jak będzie powyżej 15 stopni to proszę założyć różowe spodnie i do tego bluzkę, jak powyżej 20 to niebieskie legginsy, a jak będzie padać, to córka ma tam takie granatowe i do tego zielony sweterek. I zostawiam kremik z filtrem i kapelusik, gdyby wyszło słoneczko (jasne, będę biegać z termometrem po dworze i zajmować się przebieraniem dziecka, co tam reszta grupy, zajęcia i obowiązki).” Droga pani wychowania przedszkolnego, to jest słaby punkt systemu. Z jednej strony rozumiem Was – macie stado dzieci i wyjście z nimi to zapewne niemała 'atrakcja’. Z drugiej strony dzieci mają przeróżne potrzeby i umiejętności. Atopicy mogą potrzebować kremu na mróz. Koniec kropka, trzeba zapamiętać. Większość dzieci lat 3, nie ma jeszcze ogarniętego poczucia komfortu termicznego i nie powie, że jak zapomni pani mu zdjąć 3 par rajstop i spodenek, to ono się gotuje i to dlatego jest takie marudne. I tak, to jest Twój obowiązek, żeby ubrać dziecko na podwórko w sposób, przynajmniej w miarę adekwatny do warunków pogodowych. Rano, kiedy rodzic prowadzi dziecko, może być obecnie -2C, zaś w południe 10. Logiczne, że rodzic chciałby, żebyś nie ubierała dziecka jak na -2. Wiem, że to trudne, ale tu również są sposoby na rozwiązanie konfliktu, a nie wyśmianie rodzica. Można rozmawiać z dziećmi o ich komforcie cieplnym – na przykład poprzez zabawę w ubieranie ciepłych kurtek wewnątrz budynku z pytaniem – czujesz jak teraz jest Ci gorąco? Co powinieneś zrobić? A potem rozbieranie do majteczek z pytaniem – czujesz zimno? Co robimy kiedy jest zimno? Spokojnie dzieci załapią. Rodzicom zaś warto wyjaśnić na początku, jak będzie wyglądała sprawa ubierania dzieci na podwórko, a potem wystarczy przypominać. Wiem, że niektóre mamy zabierają dzieciom kurtki/kombinezony, w których dzieci szły rano, i zostawiają taki strój, który będzie stosowniejszy w południe. Są przedszkola i rodzice, umówieni na schemat kombinezonów na plac zabaw. Ta opcja świetnie rozwiązuje dylematy, bo dzieci ubrane są tak samo – legginsy/rajty, bluza/bluza i na to kombinezon przeciwdeszczowy (czy ocieplany). Tak czy siak, choć sprawa jest trudna, zalecam dialog, a nie prześmiewanie. 6. "Syn nie może jeść nabiału, glutenu, orzechów, czekolady, pomidorów i jajek. Nie, nie robiliśmy testów, ale to na pewno alergia (nie lepiej najpierw zrobić testy i skonsultować się z lekarzem?)." Smutek. Po prostu smutek. Tak, to ja, rodzic decyduję o tym co je moje dziecko. Tak, to ja obcuję z nim na co dzień i znam jego reakcje na pewne produkty. Uwierz mi, nie potrzebuję pytać lekarza o alergię, jeśli widzę po którym produkcie ma wysypany tyłek albo mierzę się z bólami brzucha mego płaczącego dziecka. A nawet jeśli mam takie widzimisię czy światopogląd, to Ty nie jesteś od tego, żeby mnie oceniać. Ty jesteś od tego, żeby ewentualnie zaproponować mojemu dziecku alternatywny posiłek lub orzec, że mam przynosić jedzenie sama. Ale nie jesteś tu od oceniania moich pobudek. 7. “Na urodzinach u jednej dziewczynki z grupy córka została źle potraktowana, na pewno pani w przedszkolu nastawia dzieci przeciwko niej (no comments).” Znowu wychodzi Twój problem pani przedszkolanko. Czy rodzic Ci powiedział, że to Ty nastawiasz dzieci, czy dopisałaś to sobie sama? I owszem, relacje między dziećmi są dla nich poważną sprawą. Powinnaś to wiedzieć jako nauczyciel! Są także ważne dla zaangażowanych rodziców, którzy chcą od Ciebie zaczerpnąć informacji o procesie socjalizowania ich dziecka. Ty także powinnaś być zaangażowania w te 'mini tragedie’, dając wsparcie każdej ze stron. Bo jeśli ta dziewczynka poskarżyła się rodzicom, to znaczy że coś ją zabolało. Że było jej przykro. Być może poczuła się odrzucona. To Twój obowiązek, wyjaśnić jej tę sytuację. Porozmawiać o emocjach, relacjach. Być może w jej domu nie ma nikogo, kto w tej sytuacji może jej pomóc. Jesteś nauczycielem, przewodnikiem. Choć chyba zapomniałaś o tym jakiś czas temu… 8. “Bo pani nie zapytała o imię przytulanki, nie przykucnęła przy synku w szatni i dlatego był niegrzeczny (serio??!!??!!).” Serio. Co w tym dziwnego? Uczą Was tam w tych szkołach choć podstaw psychologii? Tak, olałaś go, zlekceważyłaś, co ma Ci do powiedzenia, przekazania, więc był zły, smutny, porzucony. Tak, to mogło wpłynąć na jego zachowanie. Serio tego nie wiesz? To raczej załamujące jest… Podsumowanie artykułu skupia się na roszczeniowej postawie rodziców, którzy (jakoś musi bardzo to boleć nasza panią przedszkolankę) „wymagają od nauczycieli bardzo dużo, w zamian nie dając nic, nie pamiętając o wydarzeniach przedszkolnych, nie zapamiętując nawet imienia wychowawczyni dziecka”. Ktoś pani w dzieciństwie nie dał zbyt dużo uwagi i obrywa się „paskudnym rodzicom”. Pani podsumowuje: Nie wiem, czy nadal chcę być nauczycielem. Nie dlatego, że dzieciaki są złe, ale dlatego, że nie mam już siły „walczyć” z ich rodzicami. I serio myślę, że dla dobra dzieciaków, nie rodziców, byłoby lepiej, żeby poważnie pani przemyślała tę kwestię. A wraz za naszą “przykładową” panią wszystkie inne osoby o podobnym myśleniu. Naprawdę nie musicie być nauczycielami wychowania przedszkolnego. Śmiało, można się przebranżowić, to żaden dramat. Pomyślcie o fotografii, kursie gotowania czy innej pasji. Bo jeśli macie „walczyć” z rodzicami to na starcie jesteście na przegranej. Z nami nie trzeba walczyć, serio. Dlaczego z rodzicem nie warto walczyć? Teraz zdradzę Wam, moje czytelniczki prawdziwy cel tego wpisu. Zagląda tu wiele nauczycielek wychowania przedszkolnego, które czasami mogą mieć nastawienie jak autorka wpisu o „roszczeniowych rodzicach” i chciałabym w imieniu naszym, rodziców podać im przekaz, ten prawdziwy, płynący z serca rodzica. Drogi nauczycielu, Kiedy prowadzę do Ciebie swoje dziecko po raz pierwszy, jestem przerażona. Nie znam Cię ani trochę, a za chwilę powierzę w Twoje ręce mój największy skarb. Nieporównywalny do żadnego porsche czy diamentów. Oddaję w swoje ręce część swojego życia, duszy i serca. Przez te 3-4 lata opiekowałam się tym maleństwem jak maleńką rośliną. Nosiłam, tuliłam, gładziłam. Wstawałam w nocy, gdy tylko zakwiliło. Znałam każdy pryszczyk i włosek na jego ciele. Przez długi czas był centrum mojego wszechświata. Kiedy upadał, robiąc pierwsze kroki, byłam w pobliżu. Gdy wymiotował całą noc, zmieniałam pościel i piżamki po sto razy. Jak się przewrócił i poobijał, dmuchałam, całowałam i naklejałam sto plasterków. Tysiące słów, rozmów o emocjach, marzeniach, jak i większych problemach. Budowania pomostu między dzieckiem a światem. Troski, opieki, wsparcia. Wszystko to robiłam starając się wychować go na wspaniałego człowieka. A teraz oddaję go Tobie. I nie wiem nawet, kim Ty jesteś? Czy postawisz go na karę za to że się pobrudził przy jedzeniu, a on nie zrozumie, bo za to kar nie było? Czy podmuchasz paluszek, jak pojawi się kuka? Przytulisz, kiedy będzie płakał, tęsknił, lub się zezłości? Czy dasz mu komunikat, że miejsce w którym się znajduje, jest choć w połowie tak bezpieczne jak dom? A może właśnie zbagatelizujesz jego problemy, dylematy i marzenia? Może nauczysz, że obcym dorosłym nie można ufać i nie ma czego oczekiwać od nich przychylności, bo to nie ich chęć czy pasja, a praca, której może nawet nie lubią. Czy rozumiesz, drogi nauczycielu, że często spędzasz z moim dzieckiem więcej czasu niż ja? 8 godzin pracy + dojazdy. Zostaje około 2-3 godziny, w których przydałoby się, żebym coś robiła w domu, ale często olewam te prace, przesuwając je na godziny nocne, żeby pobyć choć trochę z moim dzieckiem. Jednak większość należy do Ciebie. I to jest chyba najbardziej przerażające! Masz ogromny wpływ na rozwój mojego dziecka, a potencjalnie, nawet go nie lubisz! Mnie uważasz za wariata, bo przyniosłam dziecku kremik, dodatkowe gacie i zapytałam o spinkę. A ja nie zrobiłam tego, żeby uprzykrzyć Ci życia. Nie dlatego, że jestem roszczeniowym bucem. Zrobiłam to dlatego, bo – jak mogę – chcę upewnić się czy należycie dbasz o moje dziecko. I kiedy mówię Ci, żebyś zwrócił uwagę na „2 kropelki” na majtkach mojego dziecka, to nie dlatego, że Cię sprawdzam lub nie lubię. To dlatego, że wieczorem przy myciu słyszałam krzyk mojego dziecka. A potem więcej łez i płaczu, kiedy smarowałam delikatne okolice kremem. Więc następnego dnia mówię Ci, żebyś uważał. A Ty spotykasz się na kawce z koleżankami i omawiasz jakim jestem dziwakiem. I to mnie przeraża. Pomyśl czasem. Zastanów się, spójrz mi w oczy. Masz w rękach mój największy skarb. Twoim zadaniem jest się o niego troszczyć możliwie najlepiej. Więc nie patrz na mnie proszę jak na wroga, czy osobę z którą trzeba walczyć, a na partnera. Ufam Ci. Codziennie zostawiam z Tobą swoje dziecko, wierząc, że Twoje intencje są dobre. Chcę współpracować i ułatwić Ci Twoje zadanie. Jestem wdzięczna za to, co robisz. Więc nauczmy się rozmawiać jak partnerzy. ____________________________________________ Cieszę się, że natrafiłam na ten wpis niedawno. Bo kiedy przeczytałabym go, zanim posłałam dzieci do szkoły, byłabym przerażona. Szczęśliwie los był dla nas łaskawy i zarówno Maksymilian jak i Lenka miał/ma cudowne, troskliwe panie. Maks uwielbia i odwiedza swoją ukochaną panią P. nadal i zawsze kończy się to wzruszeniem i wyznaniami, że on już do szkoły nie chce chodzić i wraca do przedszkola. Planuje także spędzić tam ferie (nie wiem co na to panie ;)). Lenka również ma przekochane wychowawczynie, który nie wyśmiałyby mnie za spinkę i majteczki. Przez rok prowadzałam moje dziecko rozczochrane, bo jedna z pań czesała maluchom takie fryzury, że rozważałam powierzenie jej oprócz dziecka, swoich włosów ;). Lenka tak uwielbia swoje przedszkole, że problem mamy odwrotny – codziennie nie chce wracać do domu. Wtedy czuję się pewnie jako rodzic. Widzę także rozwój swojego dziecka, tematy podejmowane przez panie (szczególnie w starszakach u Maksa, doceniałam wszystkie mądrości i nauki, które przekazywała im pani z życia w społeczeństwie, geografii, biologi czy historii). Więc rodzice maluszków, nie podłamujcie się takimi 'listami przedszkolanki’. Są pedagodzy, którzy lubią i szanują swoją pracę, Wasze dzieci i także Was. I można śmiało powierzyć im nasze perełki :). The End Udostępnij ⇓ ⇓ ⇓
Przedszkolanka czy nauczycielka przedszkola? Kiedy ktoś pyta mnie jaki jest mój zawód, odpowiadam, że jestem nauczycielką. Wszak w umowie o pracę widnieje: “zatrudniona na stanowisku: nauczyciel”. Gdyby jednak spytać znajomych lub rodzinę, większość z nich powiedziałoby bez wahania, że jestem przedszkolanką. Ten termin budzi w środowisku nauczycielskim (i nie tylko), sporo emocji. Dlaczego? Przedszkolanka czy nauczycielka przedszkola? Fachowo i profesjonalnie, nasz zawód to nauczyciel. Nie ulega to wątpliwości. Fachowo i profesjonalnie, zawód tych wszystkich, którzy trudzą się przy komputerach to… nie mam pojęcia co! Jest tyle różnych stanowisk, profesji i nazw zawodów, z reguły obcojęzycznych, szczególnie w branży IT, że nie sposób ich zapamiętać. Ba, ciężko czasem zrozumieć na czym do końca polegają. Skąd wiem? Cały czas nie umiem nauczyć się, gdzie pracuje mój brat. Więcej – nie do końca wiem co robi, ale to na pewno coś bardzo ważnego! Wrzucamy więc do jednego worka tych, którzy wykonują pracę odtwórczą i przepisują kody (nie mając żadnego wykształcenia w tym kierunku) i tych, którzy pięć lat pocili się na studiach, zdobywali języki i poznawali tajniki programowania. Informatycy. Tak najłatwiej ich określić. Nikt się nie obraża. Nauczyciele i nauczycielki pracują w różnych miejscach i jeśli chodzi o ich pensje, zdobyte wykształcenie, nie dzieli ich aż tak wiele. Przeważnie pracujemy na takich samych umowach, a wynagrodzenie odbieramy na podstawie tej samej tabeli. Nauczycielki przedszkola dorobiły się jednak własnego tytułu – przedszkolanka. Nie ma podstawówianek, gimnazjanek i liceanek (jak to dziwnie brzmi!) – ale przedszkolanka jest i brzmi całkiem normalnie. Czemu nauczycielki przedszkola często oburza fakt nazywania ich przedszkolankami? Termin brzmi dość infantylnie i pierwsze skojarzenie jakie się nasuwa to mała dziewczynka w dwóch kucykach z kokardką. Niemalże wychowanka przedszkola. Druga rzecz, przedszkolanka wybrzmiewa co nieco jak tytuł osoby bez wyższego wykształcenia. A przecież bycie nauczycielem to wiele więcej niż tylko opieka. To planowanie skomplikowanego procesu, który, o ile jest dobrze zaplanowany, zmienia życie małego człowieka. Nauczycielka przedszkola Nauczyciel to już inna bajka. Nauczyciel uczy, a ten kto uczy z założenia jest kimś wartościowym, ma coś do przekazania. Termin należy do tej samej rodziny wyrazów co sama nauka, a ta już brzmi dumnie. Nauczyciel wyznacza też ważną funkcję – nauczanie, a nie opiekę i niańczenie, nie podcieranie nosków i picie kawy, patrząc zza gazety, by dzieci się nie pokiereszowały się zanadto. Jakie z tego wnioski płyną? Termin przedszkolanka przegrywa z nauczycielką przedszkola pod względem czegoś na kształt prestiżu. Może to urażać. Tylko kogo i dlaczego? Wydaję mi się, że to wynik pewnego rodzaju kompleksu i frustracji, spowodowanej tym, że nauczyciel nie ma takiego szacunku jak dawniej. Nie jest to pozycja prestiżowa, nie jest fenomenalnie płatna, a studia nie są najbardziej wymagające. I choć w pracy dokonuje się cudów i zmienia świat na lepsze, nauczyciel nie zawsze stanowi dla kogokolwiek autorytet. Przedszkolanka czy nauczycielka przedszkola? Mnie “przedszkolanka” nie uraża. Więcej – totalnie obojętne mi czy ktoś nazwie mnie przedszkolanką czy nauczycielką przedszkola w codziennej sytuacji. To, na co zwracam uwagę, to prawidłowe tytułowanie w sytuacji np. publikacji w gazecie czy książce – robię to z uznania dla tych, których “przedszkolanka” uraża. A to moje myśli w sprawie: Ludzie używają tego terminu z wygody. Chcąc komuś przekazać jak najzwięźlej informację o zatrudnieniu nauczyciela w przedszkolu, funkcję spełnia jedno słowo: przedszkolanka. Więc to nie chęć wytykania niskiej rangą funkcji, a zwykła ekonomia w użyciu słów. Z tego samego powodu używamy zdrobnień np. Zakładając, że ktoś naprawdę myśli, że moja praca polega na piciu kawki, kolorowaniu rysunków i czuwaniu nad dziećmi z telefonem w ręce, niech nazywa mnie sobie jak chce. Czy będę dla kogoś przedszkolanką czy nauczycielką przedszkola – nie to czyni mnie profesjonalistą w swoim fachu. Mam wiedzę, pasję i doświadczenie. Kto umie to dostrzec, dostrzeże i dowiem się o tym inaczej niż przez odpowiednie nazywanie zawodu. Nie to, jak nazywają moją profesję inni sprawia, że uważam ten zawód za wartościowy, ważny i mający realny wpływ na rozwój świata. Bardzo nie lubiłam tego, że w liceum moi nauczyciele kazali zwracać się do siebie per “profesor”. Żaden z nich nim nie był. Ba! Żaden z nich nie był blisko. Poza tym kultura wymaga zwracać się do dorosłych per Pan/Pani i uważam, że to już wystarczy. Bardzo za to doceniałam to, gdy profesorowie na studiach (nie wszyscy, wiadomo), zaznaczali, że forma jest dla nich obojętna, o ile nie mówimy na Ty 🙂 I konkluzja: to nie doda nam autorytetu czy prestiżu, gdy ludzie zaczną nazywać nas nauczycielkami. To będzie prestiż, gdy zaczną poważać przedszkolanki. Przedszkolanka czy nauczycielka przedszkola – skąd te nerwy? Uważam, że ludzie stają się wrażliwi na tytuły, gdy nie czują się dostatecznie szanowani, ważni lub docenieni. Bo gdy ktoś zna swoją wartość, to (pod warunkiem, że się kogoś wprost nie obraża), co za różnica, jak ktoś nas nazywa? Mówimy: Dziecko chodzi do logopedy. A w istocie może to neurologopeda ( 2 lata więcej studiów, na 2 razy wyższym poziomie, za 2 razy wyższą cenę). Mówimy: Informatyk. Jeden podłącza drukarki, drugi pisze programy lub robi rzeczy, których nawet nie umiem nazwać. Ot, obaj robią ważne rzeczy. Kosmetyczka i kosmetolożka. Fryzjerka i stylistka. Ochroniarz i portier. Mówimy, bo tak wygodniej i tak się przyzwyczailiśmy. Z tego względu wydaję mi się, żeby wrzucić na luz i nie wyciągać większych wniosków z nazewnictwa, bo to jaki jest prestiż naszego zawodu wynika z tego, jakie jesteśmy i jak pracujemy. Nic temu nie umniejsza. Odetnijmy się od ocen innych raz a dobrze. Takie jest moje zdanie. Ale każdy ma prawo określi swoje granice. Spodziewam się, że wiele osób myśli inaczej. Chętnie się dowiem 🙂 Pani MoniaMonika Sobkowiak - jestem nauczycielką, neurologopedą, autorką gier i książek dla dzieci, rodziców i nauczycieli. Od lat pracuję z dziećmi i dzielę się wiedzą oraz doświadczeniem z rodzicami i nauczycielami. A dziś – mam przyjemność gościć tutaj Ciebie!
musi być osobą sprawną psychicznie i fizycznie. Moim zdaniem, opisana w postawionym pytaniu osoba nie powinna wykonywać zawodu nauczyciela przy wybraniu pedagogicznego kierunku studiów, przyszły student ma obowiązek dostarczenia orzeczenia lekarskiego o stanie zdrowia, predysponującym go lub nie do kształecenia się w kierunku dalej, na podstawie KN, rozdział 3, art. 3)Jeśli opisana w pytaniu osoba otrzymała pozytywną w danym czasie opinię, to mogła zostać nauczycielem przedszkola z wykształcenia jak najbardziej, to nie jest zabronione. Ponieważ zdobyła wykształcenie jako nauczyciel i odebrać jej wykształcenia nie można. Inna sprawa, czy ta osoba ma świadomość swojego stanu psychicznego-depresja, i kondycji, a raczej kontroli stanu fizycznego-podczas napadów epileptycznych, czy nie stanowią one zagrożenia dla dzieci. Czy taka osoba zdaje sobie sprawę na co naraża kształtującą się psychikę dzieci i ich rozwój? Osoba ta, musi odpowiedzieć sobie na pytania, czy umie wypełnić rygorystyczne wymogi odnośnie odpowiedzialności za prawidłowy rozwój fizyczny, ale także rozwój umysłowy i psychiczny dziecka. Poza tym, mam nadzieję, iż dana osoba pozostaje pod ciągłą opieką lekarską i to właśnie lekarz decyduje, czy osoba może wykonywać zawód, inaczej czy jest zdolna do świadczenia pracy. Nie sądzę, aby w takiej kondycji psychiczno-fizycznej lekarz pozytywnie zatwierdził zdolność do pracy z dziećmi."Nauczyciel przedszkolny musi mieć świadomość odpowiedzialności jaka na nim ciąży. Jest on odpowiedzialny nie tylko za prawidłowy rozwój fizyczny, ale także rozwój umysłowy i psychiczny dziecka. Nauczyciel jest wzorem i przykładem dla nauczyciela przedszkola ma charakter samodzielny choć grupy mogą być prowadzone przez dwóch wychowawców. Nauczyciel ma nieustanny kontakt z dziećmi."
Dzieci w przedszkolu spędzają większość dnia. Co się wtedy dzieje? Jak nasze dziecko zachowuje się w grupie? Odpowiedź na te pytania na pewno zna przedszkolanka. To ona jest z twoim dzieckiem przez większość dnia. Jak te relacje wyglądają z perspektywy opiekunek naszych dzieci? Przeczytaj wyznania jednej z nich. Do momentu w którym dziecko pójdzie do przedszkola, wiemy o nim wszystko. Nawet jeśli mama wraca do pracy, przebywająca z maluchem niania, czy babcia relacjonują nam cały dzień i większość sytuacji które miały miejsce w życiu dziecka. Gdy jednak idzie do przedszkola, część spraw pozostaje między dzieckiem, a "ciociami" i dziećmi z grupy. Wszystkich rodziców maluchów zżera ciekawość. Co tak właściwie robi dziecko w przedszkolu? Po przeczytaniu tego wywiadu poznasz wiele "smaczków" z życia przedszkolnego. Spis treściDzieci opowiadają WSZYSTKO co dzieje się w domu!Przedszkolanka też człowiek!Co robią dzieci w przedszkolu? Więź z "ciociami"Relacje rodzic - nauczyciel przedszkolny M jak mama: Co powinno umieć 3-letnie dziecko? Dzieci opowiadają WSZYSTKO co dzieje się w domu! Kiedyś na zebraniu w przedszkolu, kiedy pochwaliliśmy panią od angielskiego, że dzieciaki tak dużo uczą się na tych zajęciach, wychowawczyni naszych pociech powiedziała, że zapewnia nas, że z domu dzieciaki też dużo „wynoszą” i zdradzają największe tajemnice - to prawda? Dziecko w przedszkolu, w wieku przedszkolnym, nie zna słowa „tabu”, a tym bardziej nie wie, co można powiedzieć, a co należy przemilczeć. Dzieci dosyć często opowiadają w domu o tym co się dzieje w przedszkolu, a nam (nauczycielom) co się wydarzyło w domu. Oczywiście często zdarza się, że są to informacje, które dziecko powinno raczej zachować dla siebie. Kiedyś 4-letni chłopiec oznajmił mi: „Wiesz ciociu, że moja mama potrafi machać cyckami?” Dzieci są bardzo szczere… ale odrobinę prawdy musi być w tych opowieściach. Zdarza się, że dzieci poza opowiadaniami relacjonującymi stan rzeczywisty, potrafią też fantazjować. Czasem po prostu widać, że dana historia jest zmyślona. Wyobraźnia przedszkolaka nie zna granic! W takich sytuacjach doświadczony nauczyciel w odpowiedni sposób powinien pokazać dziecku, że wie o jego małym kłamstewku. Gorzej, jeśli tą wybujałą fantazją przedszkolaki wykazują się w domu. Robią się z tego dosyć niemiłe sytuacje np. kiedy rodzice przychodzą do nas z jakąś „sensacyjną” informacją na temat przedszkola. Sytuacja kończy się zazwyczaj konfrontacją z nauczycielem, który musi się wytłumaczyć. Jeśli chodzi o historie z „życia rodziny”, to zapewniam, że na większość przymrużamy oko. Pewnego dnia 4-letni chłopiec przychodzi do przedszkola i z uśmiechem śpiewa piosenkę: „Na podwórzu jest kałużaZ tej kałuży się wynurzaHipopotam powiadacie?Nie. To ciocia Iwonka po wypłacie.”Tato zawstydził się, kiedy przyszedł po syna i usłyszał jak „muzykalnie” wychował syna. Dzieciaki są bardzo szczere w swoich wyznaniach... a jak powinna zareagować przedszkolanka, która usłyszy np. opowieść o tym jak dziecko przyłapało rodziców w sypialni? Dziecko w wieku przedszkolnym nie wie tak naprawdę co rodzice mogli robić. Jeśli przedszkolak w żaden sposób nie przeżył tego wydarzenia, najlepiej nie poruszać więcej tematu. Najwidoczniej maluch nie dostrzegł nic szczególnego w tym zajściu albo uważa taką sytuację za normalną. Pamiętajmy, że dziecko jest tylko dzieckiem. Czasem to właśnie my, dorośli przejmujemy się jakąś sytuacją niepotrzebnie, podczas gdy nasza pociecha odbiera to całkiem neutralnie. Jeśli usłyszy taką sytuację nauczyciel, a dziecko w przedszkolu zachowuje się zwyczajnie i opowiada o suchych faktach (jak każdą inną historię), powinien mu wyjaśnić, że jest to dowód miłości rodziców. Warto podkreślić fakt, że dziecko też kocha swoich rodziców – przytula się i całuje swoją mamę, swojego tatę, a tata i mama też się kochają i darzą siebie nawzajem wielkim uczuciem. Jeśli jednak dziecko w negatywny sposób przeżyło takie wydarzenie (zdarza się, że porównuje je z sytuacją maltretowania jednego z rodziców), warto skontaktować się z psychologiem i dowiedzieć się, w jaki sposób pracować i rozmawiać o tym z dzieckiem. Czytaj także: Przedszkole katolickie, czyli jakie? Obalamy mity o placówkach chrześcijańskich Przedszkolanka też człowiek! Szczerze mówiąc podziwiam bardzo wszystkie przedszkolanki: mieć taką cierpliwość do dzieci... jak wy to robicie? Może wyda się to dziwne, ale należę do osób… mało cierpliwych. Mam jedynie „zawodową cierpliwość”, którą raczej nazywam konsekwencją. Patrząc z boku na naszą pracę, rzeczywiście można nas podziwiać i doceniać nasz spokój, opanowanie… Przeczytaj: Jak było w przedszkolu? Dlaczego to najgorsze pytanie jakie możesz zadać dziecku? Nie powiem jednak, że nie zdarzają się u nauczycieli chwile zagotowania wewnętrznego, zwątpienia we własne siły czy wybór drogi zawodowej. Zawsze trzeba jednak pamiętać, by nic nie robić na siłę. Sukces będzie wtedy, kiedy przedszkolak sam dojdzie do naszego celu, jedynie kierowany na dobrą drogę i wspierany przez nas. A to osiągniemy poprzez bycie konsekwentnym. W przeciwnym razie dziecko nauczy się, że dorosły ustąpi, kiedy ono się rozpłacze. Trzeba pamiętać, że czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. No ale nerwy czasem puszczają....? Raczej nie, choć czasem trzeba „policzyć do trzech”. Faktycznie, zdarzają się sytuacje, kiedy musimy odejść, bo nie mamy sił. Wtedy trzeba przeczekać do czasu, kiedy to przede wszystkim dziecko się uspokoi. To, że będziemy mu zwracać uwagę na siłę, podczas jego lamentu do niczego nie doprowadzi. W takich sytuacjach zazwyczaj do dziecka nic nie dociera. Dlatego warto poprosić by się uspokoiło, powiadomić go, że za 3 minuty wrócimy i porozmawiamy. Mamy w tym momencie czas na przemyślenie wszystkiego, dokładne przeanalizowanie sytuacji no i na uspokojenia własnych nerwów. Wracając do dziecka warto spytać się czy jest już gotowe na rozmowę z nami. Może się oczywiście zdarzyć, że nie będzie chciało, wtedy dajmy mu więcej czasu, do momentu aż tak się stanie. Ważne, aby w tym czasie, nikt do niego nie podchodził. Niech najpierw samo się uspokoi i zastanowi co się właśnie przed chwilą wydarzyło. Co robią dzieci w przedszkolu? Więź z "ciociami" Moje dziecko oznajmiło ostatnio, że "zakochało się z ciocią Agatką" z przedszkola. Rzeczywiście, kiedy jestem w przedszkolu, zwykle jest do niej przyklejony. Jak to jest z tym faworyzowaniem? Czy to coś złego? W końcu są dzieci, które potrzebują więcej uwagi niż inne. Zdarzają się miłości, a raczej fascynacja nauczycielkami. Faktycznie są dzieci, które się lubi bardziej, ale nie zgodzę się z tym, że niektórych dzieci się nie lubi. Czasem nauczyciel przedszkolny spędza z dzieckiem więcej czasu niż jego rodzice. Zdarza się, że zna go nawet lepiej niż mama lub tata. Więcej wie na temat tego czym się lubi najbardziej bawić, co lubi jeść. Sprawdź też: Na czym polega metoda nauczania przedszkolnego Montessori Każde dziecko jest traktowane przez nauczyciela niemal jak swoje. Faktycznie, są dzieci, które potrzebują więcej przytulania i nie jest to związane z tym, że mniej czasu spędzają ze swoimi rodzicami - po prostu są osobami, które potrzebują bliskości z inną osobą. Zdarza się również, że dzieci wybierają sobie osobę, którą darzą większą sympatią - z jednym nauczycielem lubią spędzać czas, a z drugim nie. Jest to raczej związane, nie tyle z brakiem czułości tego drugiego nauczyciela, a raczej z odbieraniem tych samych fal z pierwszym (działa to tak samo jak u dorosłych). Nie okłamujmy się, każdy nauczyciel jest inny i choć większość z nas świadomie wybrała pracę w przedszkolu to, jak każdy człowiek, mamy inne temperamenty, charaktery, które nasze dzieci zaakceptują lub nie. Relacje rodzic - nauczyciel przedszkolny To fakt, przedszkolanki spędzają niekiedy więcej czasu z dziećmi niż ich rodzice - czy po zachowaniu dziecka widać jakie błędy wychowawcze rodzice popełniają? Nie chciałabym się narażać rodzicom, ale niestety tych błędów nie brakuje i widać je w różnych sytuacjach. Ale spokojnie! Podstawowym błędem jest przede wszystkim brak konsekwencji. Sporo rodziców sobie z nią nie radzi. Intencje są zwykle dobre: chcemy by dziecku było dobrze, by przychylić my niemal całe niebo... Przeczytaj: "Nie kupię ci, bo..." - jak mądrze odmawiać dziecku? Niestety to często prowadzi do sytuacji, że dziecko zaczyna być mądrzejsze od nas samych i w bardzo łatwy sposób to wykorzystuje – „w końcu mama czy tato i tak zlitują się nad moim płaczem”. Nie oszukujmy się, dzieci szybko uczą się jak postawić na swoim. A kiedy drugi czy trzeci raz faktycznie pójdziemy dziecku na rękę, bo przecież nie chcemy aby sąsiad zauważył lament dziecka, to dziecko zapamiętuje, że płacz działa na wszystko. Pamiętajmy, że jeśli powiedzieliśmy „A” to nie możemy mówić „B”, bo stajemy się w oczach dziecka niewiarygodni. Może i ja podpadnę wielu rodzicom, ale faktem jest, że istnieje zjawisko takie jak "panikujący rodzice". Jak sobie z nimi radzicie? „Panikujący rodzic” to rodzic nadgorliwy. Wydaje mi się, że z takim zjawiskiem nie można nic zrobić. Należy takich rodziców akceptować, przy delikatnych uwagach o uspokojenie się i uwierzenie w siły nauczyciela. Niejednokrotnie spotkałam się z mamami (to płeć żeńską zazwyczaj dotyka te zjawisko), które dzień w dzień pytają się o to jak się dziecko zachowywało, czy daje radę w relacjach z rówieśnikami, co zjadło z obiadku i (o zgrozo!) czy zrobiło i jaką kupkę. Sprawdź: Nadopiekuńczy rodzice to niezaradne dzieci? Unikaj tych błędów! I proszę nie mieć mi tu za złe, bo doceniam rodziców, którzy się interesują własnym dzieckiem, ale błagam – nie codziennie! Jeśli nauczyciel nie wychodzi z własnej inicjatywy aby opowiedzieć o dziecku, to najprawdopodobniej wszystko było dobrze. Zapewniam, gdyby coś się działo złego lub dziecko w przedszkolu czymś sobie zasłużyło na pochwałę do rodzica, bylibyście o tym poinformowani. W przedszkolu tyle się dzieje, że zapamiętanie każdej chwili z życia każdego dziecka z 25 przedszkolaków graniczy z cudem. Naprawdę warto uwierzyć w dobro nauczyciela. Czego by nie mówić, większość z nas traktuje tę pracę jako przyjemność, nie tylko pracę zarobkową. Nauczycielem się jest z wyboru. Inaczej się nie da. O co rodzice najczęściej mają pretensję do przedszolanek? Należę może do młodych nauczycieli w przedszkolu, ale dotychczas nie zdarzyło mi się, aby rodzice przyszli do mnie z awanturą. Zdarzają się sytuacje, kiedy dziecko opowiada w domu niestworzone historie, o których dowiaduję się od rodziców. Na szczęście oni ufają mi i wierzą w moje zapewnienia. Staram się żyć z rodzicami w relacji partnerskiej i doradczej. W swojej pracy chcę być osobą szczerą i zapracować na zaufanie rodziców. Zdarza mi się, że czasem popełnię błąd, ale i o tym informuję rodzica. Wiem, że jestem tylko człowiekiem, a nikt z nas nie jest nieomylny. "Pani z przedszkola", "przedszkolanka" czy "ciocia"... jak najchętniej bywacie nazywane? Chyba po prostu „Pani”. Zapewniam, nie jest to z mojej strony żadna wyniosłość. Obecnie w pracy jestem nazywana „ciocią”. Nie uważam, że to dobrze. „Ciocie” sprawdzają się przy 3-latkach - zwłaszcza tych, które wcześniej uczęszczały do żłobka i mają nawyk zwracania się per ciocia. Jednak pamiętajmy, że nasze dzieciaki idą za chwilę do szkoły – zmiana otoczenia, zmiana formy zajęć, zmiana formy wystroju – tego jest za wiele, aby jeszcze zmienić nawyk mówienia do nauczyciela zamiast „ciociu” „proszę Pani”. A do tego zaburzamy u dziecka w przedszkolu rozumienie pojęć rodzinnych. No bo dlaczego Pani, która nie należy do mojej rodziny jest moją ciocią? Całkiem wykluczyłabym nazewnictwo „przedszkolanka”, choć ta nazwa jest dość popularna, to jednak jesteśmy „wychowawcami przedszkolnymi” . Rozmawiała: Justyna Smolińska